| O mnie... |
|
|
|
| Wpisał: Maria Głuchowska | |
| 27.05.2008. | |
|
Żaden człowiek nie jest samotną wyspą, każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona tak samo, jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Dlatego nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie. (John Donne, 1572-1631, poeta i teolog) ![]()
Dla niektórych ludzi Twoje życie może być jedyną Biblią, jaką przeczytają W. J. Toms Wiosny zaduszny dzień... Te białe ku mnie przybliż chryzantemy I ów medalion ze ściany mi daj. I cicho teraz rozmawiać będziemy... Był niegdyś - maj. Maj był tak jasny, tak piękny, dziecino, Że nie mógł długo trwać: jak mgły... jak sny... Kiedyś - w Zaduszny Dzień - szarą godziną, Maj taki wspominać będziesz i ty. Przyjdziesz siąść może w tym oto fotelu, Gdzie życia mego dzień powoli gasł... Cyt! - Cyt! - Niech wskrześnie widmo sprzed lat wielu Ostatni raz. Czemu tak drgnęły kwiaty - tam - na stole? Wionęło chłodem... dziwnym... Przymknij drzwi!... Był maj. Wprost z sadu dróżka wiodła w pole... Śni mi się, śni... (Czesław Jankowski) Urodziłam się 13 lutego dawno, dawno temu... Na chrzcie nadano mi imiona Maria Teresa, a w czasie bierzmowania sama wybrałam sobie imię - Anna. W roku 1950 przyjechałam z Rodzicami do Wrocławia i tu mieszkam do dziś. Tu ukończyłam Szkołę Podstawową, Technikum Energetyczne, po maturze wyjazd na rok do Turawy, gdzie pracowałam jako maszynista turbin wodnych z prawem dokonywania przełączeń na wysokim napięciu (a co?) Powrót do Wrocławia, zamążpójście (Julian), dwie córki (Krystyna-Joanna i Joanna-Krystyna). Praca w biurach projektów: kreślarz, asystent projektanta, projektant, starszy projektant. Studia w Akademii Ekonomicznej, a już jako babcia na Papieskim Wydziale Teologicznym. Pięć lat przed emeryturą pracowałam jako katechetka w szkole podstawowej. Potem sekretarka rektora na tymże Wydziale. Obecnie studentka Uniwersytetu Trzeciego Wieku. I tak sobie myślę, że chyba nie spocznę do końca, bo Dobry Bóg nie dał mi powołania do spraw kuchennych, a stawia przede mną ciągle nowe wyzwania... Wszystko w życiu, poza zamążpójściem robiłam za późno: studia, nauka pływania, jazda na rowerze, liczne kursy, obsługa komputera, nauka języków. Ale za to wszystko przede mną ...
CONFITEOR <!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--> Patrzę w Twoje oblicze stamtąd, z drugiej strony. Zza szczytów, kędy kruche wyniosły mię skrzydła. Patrzę w Twoje oblicze przez szpary stawidła, na którym wypisałeś słowa: „Bieg skończony”. Panie mój! – Wiesz, jak mądrość moja mi obrzydła, jak ciężarem żądz moich byłem udręczony, jak wszelkie stworzenie nad życiem się biedzi – wiesz wszystko, lecz wysłuchać racz moje spowiedzi. Niech uszy Twoje, Panie, będą nakłonione. Przybliż je! Wszak uklękam przed konfesjonałem, co ma kraty dalekie, gwiazdami złocone, którego ogrom niegdyś niebem nazywałem. A ja? – Czymże ja jestem? – Ot, dzieckiem, zuchwałem, bawiącym się przez lata w berło i koronę, zadufanym, że nigdy zawodu nie zazna, choć potrząsa grzechotką, nosi czapkę błazna. Więc jeśli Twoich uszu nie przybliżysz ku mnie, jakżesz głos mój przebije te gwiaździste kraty? Po jakiej będę musiał wspinać się kolumnie? jakiż kościół zbudować, by dość był wieżaty? A skoro mówić zaczniesz, to nie mów zbyt szumnie. Ze strasznej góry Synaj do nędznej zstąp chaty. Panie mój! Choć stworzyłeś i niebo i ziemię, człowiek Ciebie zrozumie tylko w Betleemie! I nie strofuj mię zbytnio, że dla mnie człowieka, droga do Betleemu tak była daleka, że bliższe mi się stały bezduszne bałwany, wśród nich najwszeteczniejszy, ten w mózgu ciosany ślepiec, głuch, co się Prawdy dopóty zapiera, póki dziesięciu palców nie włoży w jej rany – Panie mój! Choć zapalasz i gasisz gwiazd krocie, serce ludzkie zapalisz tylko na Golgocie! Dziś – długiej wędrówce – kiedym się naszuścił mierzwą słów do przesytu, kiedym moje ścieżki, zamiast prostować, równać, skrzywił i sczeluścił, czyniąc z przybytku wiary, jaskinię zamieszki – dziś – bo żywot bez Ciebie zbyt gorzki, zbyt ciężki – błagam, byś mi nie tylko przewiny odpuścił, ale zechciał królować, Panie mój i Boże, w myśl moich Sodomie i uczuć Gomorze. O! bo chociaż na piersi, jak na czole domu, zawiesiłem znak krzyża – by widział przechodzień, że tu krzywdy nie robi nikt, nigdy, nikomu, a ofiara bezkrwawa odprawia się co dzień – pamiętam Twoje słowa, że sądu mniej godzień, kto nie wiedząc, co czyni, bluźni Ci bez sromu, niż ten, co otworzywszy przed Tobą wierzeje mniema, że cnota jego, nie grzech, olbrzymieje. Panie! moją pokorą nie darzy mię pycha, ani w pychę nie wzbija mię moja pokora! Usycham, jak jesienią liść każdy usycha, przemijam, jak przemija każdy dzień z wieczora, czuję, że szata moja, zwietrzała z licha, z odzyskaniem barw swoich już się nie upora, więc – by duch mój w ciemnościach nie zgasł jak meteor – u stóp Twoich odmawiam głośne Confiteor. <!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--> (Karol Hubert Rostworowski)
<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--> |
|
| Zmieniony ( 24.04.2012. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|






