• 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • 34
  • 35
  • 36
  • 37
  • 38

stella       

 Urodziłam się 13 lutego dawno, dawno temu... Na chrzcie nadano mi imiona Maria Teresa, a w czasie bierzmowania        sama wybrałam sobie imię - Anna. W roku 1950 przyjechałam z Rodzicami do Wrocławia i tu mieszkam do dziś. Tu ukończyłam Szkołę Podstawową, Technikum Energetyczne, po maturze wyjazd na rok do Turawy, gdzie pracowałam jako maszynista turbin wodnych z prawem dokonywania przełączeń na wysokim napięciu (a co?) Powrót do Wrocławia, zamążpójście (Julian), dwie córki (Krystyna-Joanna i Joanna-Krystyna). Praca w biurach projektów: kreślarz, asystent projektanta, projektant, starszy projektant. Studia w Akademii Ekonomicznej, a już jako babcia na Papieskim Wydziale Teologicznym. Pięć lat przed emeryturą pracowałam jako katechetka w szkole podstawowej. Potem sekretarka rektora na tymże Wydziale. Obecnie studentka Uniwersytetu Trzeciego Wieku. I tak sobie myślę, że chyba nie spocznę do końca, bo   Dobry Bóg nie dał mi powołania do spraw kuchennych, a stawia przede mną ciągle nowe wyzwania... 

          Wszystko w życiu, poza zamążpójściem robiłam za późno: studia, nauka pływania, jazda na rowerze, liczne kursy, obsługa komputera, nauka języków. Ale za to wszystko przede mną ... Żartowałam, niewiele przede mną... Tak sobie myślę co mogę jeszcze zrobić ze swoim życiem? Tylko jedno przychodzi mi na myśl... Tak, to jest to:

              

 Dla niektórych ludzi Twoje życie 

może być jedyną Biblią, jaką przeczytają

                                                             W. J. Toms 

                                       Wiosny zaduszny dzień... 

                          Te białe ku mnie przybliż chryzantemy 

                          I ów medalion ze ściany mi daj. 

                          I cicho teraz rozmawiać będziemy... 

                          Był niegdyś - maj. 

                                   Maj był tak jasny, tak piękny, dziecino,

                                   Że nie mógł długo trwać: jak mgły... jak sny... 

                                   Kiedyś - w Zaduszny Dzień - szarą godziną,

                                   Maj taki wspominać będziesz i ty. 

                                             Przyjdziesz siąść może w tym oto fotelu, 

                                             Gdzie życia mego dzień powoli gasł... 

                                             Cyt! - Cyt! - Niech wskrześnie widmo sprzed lat wielu

                                             Ostatni raz.

                                                        Czemu tak drgnęły kwiaty - tam - na stole?

                                                        Wionęło chłodem... dziwnym...

                                                        Przymknij drzwi!...

                                                        Był maj. Wprost z sadu dróżka wiodła w pole...

                                                                           Śni mi się, śni...

                                                                                                            (Czesław Jankowski) 

 

Maria Głuchowska Strona autorska